Strona doczekała się nowej odsłony. Tu i na Historia Aesculapa . Zmiany objęły przede wszystkim warstwę graficzną, czytelność oraz nawigację, co znacząco ułatwia dostęp do rozbudowanych archiwów.
Przejrzyste menu, listy kategorii i tagów, wyszukiwarka oraz osobna podstrona z pełnym zestawieniem linków pozwalają szybko dotrzeć do konkretnych artykułów i galerii. To istotne przy zasobach gromadzonych konsekwentnie od 2014 roku.
Strona pozostaje miejscem dokumentującym Jelenią Górę i jej okolice poprzez fotografie i filmy, a także osobiste projekty związane z moją pracą zawodową — w tym cykl artykułów o Aesculapie i Łysej Górze. Nowa odsłona porządkuje lata pracy i ułatwia ich spokojne odkrywanie.
Upłynęło wiele lat od czasu moich pierwszych lekcji narciarstwa i
tenisa. Szczegóły zacierają się w pamięci, ale jedno pozostało
niezmienne: narciarstwo i tenis to pasje Stanisława Rażniewskiego. Tego
trzyma się przez całe życie. Kocha sport i od zawsze działa na rzecz
wychowania dzieci i młodzieży. Potrafi przy tym godzić pracę zawodową z
obowiązkami rodzinnymi. Do narciarstwa przekonał również swoją żonę
Teresę, a od samego początku wspólnie wychowywali swoich synów w
sportowym duchu. Dziś Michał i Tomasz są instruktorami.
Odkąd
sięgam pamięcią, słyszę o Tacie słowa wypowiadane z szacunkiem – zawsze z
domieszką podziwu, często ze szczerym uśmiechem, nieraz z dobrą
anegdotą. Ludzie znają go od najlepszej strony: jako pogodnego
nauczyciela, oddanego całym sercem swoim dzieciom i zawodnikom.
Nauczyciela z powołania. Pasjonata, dla którego nie ma rzeczy
niemożliwych.
Najlepszym tego przykładem była budowa stacji
narciarskiej na Łysej Górze przy Szkole Narciarskiej. Gdy sprawa
ruszała, wielu kręciło głowami z niedowierzaniem, inni uśmiechali się
drwiąco. A jednak… Dziś jeździmy na nartach w Górach Kaczawskich. Zanim
jednak do tego doszło, Tata jeździł na zawody, zabiegał o sprzęt dla
reprezentantów klubów, w których pracował – a „Stal Cieplice” liczyła
się w świecie narciarstwa alpejskiego. Biegał po urzędach, załatwiał
sprawy, prosił, pokonywał mury urzędniczej machiny. Rzadko się gniewał.
Po prostu robił swoje.
„Róbmy swoje…” – mawiał często. I
rzeczywiście: z uporem godnym maniaka wykonywał swoją mrówczą pracę.
Prowadził lekcje wychowania fizycznego w Technikum Ekonomicznym,
rozwijał tenis jeleniogórski, doprowadzając miejscowe korty do okresu
świetności. W latach siedemdziesiątych były one znane w całym kraju
dzięki ogólnopolskim turniejom „Września Jeleniogórskiego” oraz
mistrzostwom Polski. Pamiętamy mecze Wojciecha Fibaka i Macieja
Dobrowolskiego, a nieco wcześniej Wiesława Gąsiorka, Tadeusza
Nowickiego, Mieczysława Rybarczyka i wielu innych gwiazd ówczesnego
polskiego tenisa.
Patrzyłem na to wszystko jako dziecko.
Kibicowałem, podawałem piłki. Dzięki Tacie spędziłem na kortach całe
dzieciństwo – grałem, odbijałem piłki o „ścianę”. A Stanisław Rażniewski
działał, działał, działał. – „Panie Staszku, rakieta – naciąg poszedł…” – „Panie magistrze, korty zalało. Co robimy?” Zawsze był w swoim żywiole i zawsze radził sobie z przeciwnościami losu.
Zimą
przychodził czas na narty. Klub przy „Fampie” w Cieplicach, pierwsza
szkoła narciarska, później Aesculap. Wieloletnia współpraca z PTTK.
Turystyka górska i krajoznawstwo szły w parze z nauką podstaw jazdy na
nartach i szkoleniem zawodniczym. Stanisław Rażniewski konsekwentnie
dbał o wszechstronny rozwój swoich wychowanków.
Ciężka, wieloletnia praca przyniosła efekty, które w naszych warunkach wydawały się wręcz nierealne. Wychowankowie Aesculapa
trafili do kadry przygotowań olimpijskich na igrzyska w Salt Lake City w
2002 roku: Piotr Kaczmarek, Bartłomiej Wasileńczyk i Katarzyna
Karasińska. Ta ostatnia do dziś z powodzeniem reprezentuje Polskę w
Pucharze Świata.
Szczególne miejsce zajmowali instruktorzy. Tata
wychodził z założenia, że najuczciwiej jest wychować swoich – od
podstaw. Kosztowało to wiele pracy i czasu, a zawsze istniało ryzyko, że
efekty tej pracy wykorzysta ktoś inny. Do tej pory jednak się udawało.
Sto procent kadry szkoły stanowili wychowankowie od dziecka. Największym
sukcesem – i potwierdzeniem tej idei – było wystąpienie
czterdziestoosobowego zespołu na kongresie IVSI w Zakopanem.
Przy
zgłębianiu życiorysu Taty, zwanego przez przyjaciół Staszkiem, nie
sposób pominąć tego, co o nim pisano i opowiadano. Już w 1966 roku
Krzysztof Blauth na łamach „Sportowca” nazwał go „pionierem” –
określeniem trafnym i wciąż aktualnym. Pionierem wszystkiego, co nowe i
trudne, co trzeba było wywalczyć wysiłkiem i entuzjazmem. Człowiekiem,
który – mimo przeszkód, braku zrozumienia i upływu lat – nie tracił
zapału, kołatał do kolejnych bram i konsekwentnie realizował swoje idee.
Podobnie
pisał w 1988 roku Andrzej Klamut, określając Stanisława Rażniewskiego
jako jedną z najciekawszych postaci dolnośląskiego sportu – zapalonego
działacza, byłego zawodnika AZS Wrocław i Stali Cieplice, narciarza,
tenisistę, wychowawcę młodzieży i trenera, kierującego klubem
narciarskim Aesculap.
Czytelników odsyłam do autobiograficznego artykułu Stanisława Rażniewskiego pt. „Zawiłość losów i działań”,
w którym autor sam opowiada o swojej drodze. Pisze o studiach w
Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu, o uczelni, wychowawcach,
ideach i wartościach pracy na rzecz sportu i kultury.
To tam
opisuje swoje dojrzewanie do roli działacza sportowego, narodziny idei
„Wychowania przez góry i dla gór” oraz długą drogę, która stała się
zalążkiem dzisiejszego Aesculapa. Między wierszami wyłania się
charakter, a w treści – fragmenty bogatego życiorysu.
Łysa Góra śni mi się po nocach. To kolorowe sny… Obrazy światłem malowane… Ośnieżone szczyty Karkonoszy, moje miasto przykryte chmurami, narciarze – niebieskie i czerwone na białym. Spokojnie prowadzę narty w skręcie – tutaj stok jest równy jak stół. Patrzę na armatki, które sypią śnieg. Widzę ratrak sunący po trasie, widzę śnieżny sztruks. A za chwilę… cisza aż w uszach dzwoni. Moje ostatnie wejście na Okole, ostatni kadr.
Mój ostatni slalom gigant – Łysa Góra 2017
16 grudnia 2018 roku wybrałem się z Basią na Okole, aby po raz ostatni filmować Łysą Górę. Z tego miejsca wykonałem wcześniej setki ujęć Mikrostacji Sportów Zimowych i Letnich Łysa Góra Dziwiszów. Zapisałem wtedy ostatni kadr zamykający moją pracę fotografa i filmowca dokumentalisty SN i SKS AESCULAP – nasz spacer na końcu filmu.
Na stronie powstał właśnie autorski cykl dziewięciu artykułów
poświęconych Aesculapowi i Łysej Górze – opowieść pisana z perspektywy
kogoś, kto tę historię obserwował i współtworzył od środka.
To nie jest kronika ani suchy zapis faktów, lecz próba uchwycenia
atmosfery miejsca, ludzi i czasu – z emocjami, wzlotami, potknięciami i
codzienną pracą, która przez lata budowała coś więcej niż tylko ośrodek
sportowy.
Cykl skierowany jest przede wszystkim do Aesculapiaków
– wychowanków, rodziców, instruktorów, współpracowników i przyjaciół –
ale także do wszystkich narciarzy i bywalców Łysej Góry, którzy
przyjeżdżali tu, by jeździć na nartach, odpoczywać, cieszyć się górami,
widokami na Kotlinę Jeleniogórską, Jelenią Górę i panoramę Karkonoszy.
Artykuły
opowiadają o ludziach i wspólnym wysiłku: o szkole i klubie, o
dzieciach i młodzieży, o rodzicach i instruktorach, o zapleczu
technicznym i kolejnych etapach rozwoju bazy – od pierwszych, skromnych
wyciągów po większe inwestycje. O potrzebie stworzenia rodzinnego, bezpiecznego miejsca szkoleniowego blisko Jeleniej Góry, które stało się mikrostacją sportów zimowych i letnich Łysa Góra Dziwiszów.
Autor oddaje w Wasze ręce ten cykl jako przystępne kompendium wiedzy
o Stowarzyszeniu Szkoła Narciarska i Sudecki Klub Sportowy Aesculap
oraz o ludziach, którzy – jako grupa przyjaciół narciarzy, dorosłych i
młodzieży – wspólnie stworzyli ważny fragment lokalnej historii.
Są
takie miejsca i takie lata, które nie odchodzą naprawdę. Trzymają
człowieka jak zapach żywicy, jak skrzypienie śniegu pod butami w mroźny
poranek. Dla mnie takim miejscem była Łysa Góra, a takim czasem –
historia Szkoły Narciarskiej i Sudeckiego Klubu Sportowego Aesculap.
Dziś to wszystko jest już zamkniętym rozdziałem. Ale wraca… czasem w
snach, czasem w obrazie zapisanym światłem, czasem w tym dziwnym,
ciepłym ukłuciu pod żebrami, kiedy człowiek zbyt długo milczy.
Aesculap
narodził się w roku 1970, z prostego marzenia garstki ludzi – Teresy i
Stanisława Rażniewskich oraz Danuty Koenig. Marzenia o miejscu, gdzie
dzieci mogłyby uczyć się narciarstwa, a jednocześnie poznawać góry i
uczyć się szacunku do ich siły. Początki były niepozorne, prowadzone
trochę po omacku, w ciągłej tułaczce od stacji do stacji. Kolejki do
wyciągów, kaprysy pogody, długie dojazdy autobusem – wszystko to było
codziennym chlebem. Ale z roku na rok przybywało ludzi, pasji,
determinacji. Zwykłe, szkolne soboty zamieniały się w małe wyprawy, a
całe rodziny – dzieci, rodzice, dziadkowie – powoli wciągały się w rytm
„białego szaleństwa”.
Hasło „Wychowanie przez góry dla gór” nie
było pustym sloganem. Aesculap faktycznie wychowywał – cierpliwie,
konsekwentnie, z miłością do przyrody i sportu. Dzieci poznawały Sudety
nie tylko jako miejsce zimowej zabawy, ale jako żywy świat pełen
historii, opowieści i surowego piękna. Góry uczyły pokory. Narciarstwo –
determinacji. Instruktorzy – odpowiedzialności.
Z czasem pojawiły
się ambicje większe niż cotygodniowe wyjazdy. Jeśli nie można było
bezpiecznie szkolić na zatłoczonych nartostradach, trzeba było stworzyć
własny stok. Szalony pomysł? Być może. A jednak właśnie z takiego
szaleństwa rodzą się rzeczy trwałe.
I tak w 1988 roku, na Łysej Górze w Górach Kaczawskich, stanął
pierwszy społecznie wybudowany wyciąg. A potem kolejny. I następny.
Wspólnym wysiłkiem instruktorów, rodziców, przyjaciół, życzliwych
fachowców powstawała Mikrostacja Sportów Zimowych i Letnich Łysa Góra –
Dziwiszów. Z roku na rok rosła wbrew wszystkiemu: trudnościom
technicznym, brakom sprzętu, skromnym funduszom i niekiedy niechęci
urzędów.
Stawiano słupy, kopano fundamenty, wciągano na górę
ciężki sprzęt. Doprowadzano prąd, budowano system naśnieżania, a potem
pierwszą przystań dla zmarzniętych dzieci – stary autobus przerobiony na
bar. W nim pachniały gorące zapiekanki pana Stanisława Sterny, a dzieci
ogrzewały dłonie przy piecyku, śmiejąc się, chowając w mokrych
rękawicach policzki i opowiadając o pierwszych udanych skrętach.
Łysa
Góra rosła wraz z nami. Powstało schronisko, nowe wyciągi, parking,
hangar, zaplecze techniczne, stajnia. Latem trawa była koszona na siano
dla koni, zimą ratrak od rana kreślił świeży sztruks. Góra tętniła
życiem cały rok – pracowali tu mieszkańcy Dziwiszowa i Chrośnicy,
turyści odkrywali mało znane wcześniej tereny Kaczaw, a rodziny z
Jeleniej Góry i okolic odnajdywały spokojny, przyjazny, bezpieczny stok.
W
Aesculapie dojrzewały kolejne pokolenia instruktorów. Prowadziłem
szkolenia kadry, uczyłem najpierw dzieci, potem młodych nauczycieli
jazdy na nartach, widząc, jak z pierwszych nieporadnych skrętów rodzi
się pewność, a potem zamiłowanie na całe życie. Dla niektórych była to
droga jeszcze dalej – ku sportowi wyczynowemu. Dziś z dumą wspominamy
zawodników Aesculapa: trójkę olimpijczyków przygotowujących się do Salt
Lake City, medale mistrzostw Polski, udział w zawodach FIS, a przede
wszystkim sukces Katarzyny Karasińskiej – naszej wychowanki od dziecka,
zdobywczyni Kryształowej Kuli w Pucharze Europy.
Ale największym
sukcesem szkoły był zawsze człowiek. Jego charakter, odwaga,
odpowiedzialność. To, że po latach wracał, aby uczyć młodszych – jak sam
został nauczony.
A potem… jakby ktoś przekręcił stronę. Zbyt nagle. Ocieplający
się klimat zaczął zabierać zimy. Zbyt ciepłe grudnie, zbyt krótkie okna
mrozu, zbyt drogie utrzymanie stoków. Narciarze coraz częściej patrzyli
w niebo, a nie na trasy. Tam, gdzie kiedyś hucznie sypały armatki
śnieżne, pojawiły się długie przerwy i cisza.
Łysa Góra zamknęła
się. A wraz z nią zamknął się pewien rozdział mojego życia. Rozdział
długi, piękny, pełen pasji, wysiłku, śmiechu dzieci, sukcesów i
zwyczajnego, codziennego trudu. Rozdział, który wraca do mnie dziś w
snach: w ośnieżonej linii Karkonoszy, w niebieskich i czerwonych
sylwetkach sunących po białym, w szumie ratraka, w widoku własnych nart
prowadzonych spokojnie w równym skręcie.
Czasem śni mi się ostatnie wejście na Okole. Ostatni kadr. Ostatnia cisza, ta aż dzwoniąca w uszach.
To, co było – było naprawdę. I było wielkie. I choć wiem, że nigdy już nie wróci, to pozostanie we mnie jak światło zatrzymane na fotografii – trwałe, ciche, wierne.
Moja droga
życiowa zawsze prowadziła przez góry, śnieg i przestrzenie, w których
człowiek czuje się naprawdę wolny. Przez kilkadziesiąt lat żyłem rytmem
nart, kursów, egzaminów i treningów. Byłem Instruktorem Wykładowcą PZN,
Egzaminatorem SITN, trenerem i wychowawcą. Każdy sezon zaczynał się dużo
wcześniej niż spadał pierwszy śnieg – latem budowałem kondycję,
pedałując przez Sudety, a jesienią doskonaliłem slalom. Wszystko po to,
by w zimie stanąć przed kursantami z pewnością, że sprostam
oczekiwaniom.
Kiedyś to był cały mój świat: ośrodek na Łysej
Górze, kursokonferencje, zawody na współczynniki, zajęcia z młodymi
instruktorami, zdjęcia i filmy dokumentujące każdy etap. Z biegiem lat
gromadziłem coraz więcej materiałów, bo fotografia stała się moją drugą
naturą. Autofilmowanie, które kiedyś było ciekawostką, stało się
codziennym narzędziem pracy.
Równolegle odkryłem świat internetu. W
2000 roku powstały moje pierwsze strony – „Wędrówki z aparatem w
plecaku” oraz „Aesculap i Łysa Góra”. Uczyłem się wszystkiego sam, od
składni HTML po zasady projektowania. Przez lata prowadziłem oficjalny
serwis Aesculapa, a potem także bloga i strony na WordPressie. Internet
stał się przestrzenią, w której mogłem ocalać kawałki historii i dzielić
się pasją fotograficzną.
W 2014 roku zamknął się pewien rozdział –
straciłem pracę etatową w „mojej” szkole, która przez dekady była
drugim domem. Rok później otrzymałem świadczenie przedemerytalne, a od
2015 do 2018 pracowałem jeszcze jako instruktor, choć już bez funkcji
kierowniczych. W końcu nadszedł rok 2018 – czas, w którym musiałem
pogodzić się z faktem, że zdrowie nie pozwala mi dalej prowadzić życia
narciarskiego tak jak dawniej. Wieńcówka przecięła dotychczasowy rytm, a
lekarze wyraźnie zalecili umiar.
Zrezygnowałem z intensywnych
treningów, a rowerowe wyprawy z sakwami, którymi przemierzałem pół
Polski, musiały odejść w przeszłość. Zacząłem układać swoje życie na
nowo – tym razem z fotografią na pierwszym planie. I choć w tym samym
roku fanpage osiągał coraz większą popularność, ja sam mierzyłem się z
perspektywą emerytury i rezygnacji z dawnego tempa.
Nie były to
jednak tylko rozstania. Były też powroty do przeszłości. Zmodernizowałem
swoje fotoblogi, uporządkowałem archiwa, odświeżyłem strony, choć
wiedziałem, że część z nich stała się już dokumentem minionych czasów.
W
2022 roku życie wystawiło mnie na kolejną próbę. Wypadek rowerowy
skończył się skomplikowanym złamaniem ręki. Szpitalne łóżko, tablet na
kolanach i wspomnienia, które wracały jak dobrze znane melodie.
Rehabilitacja trwała długo, a sprawność nie wróciła w pełni, ale
przyniosła mi jedną ważną lekcję: nawet z ograniczeniami można żyć
aktywnie i z radością.
Dziś znów jeżdżę przez lasy, pod górę i po
wertepach. Nie tak szybko jak kiedyś, nie tak pewnie, ale z tą samą
dziecięcą frajdą. Mając 72 lata, próbuję cieszyć się każdym kilometrem,
bo ostatecznie najważniejsze jest to, że wciąż mogę ruszać przed siebie.
Ręka „wzmocniona” śrubkami działa wystarczająco dobrze, by kierownica
pewnie spoczywała w dłoni.
Narciarstwo, Aesculap, Łysa Góra, setki
kursów, tysiące zdjęć, rowerowe szlaki Sudetów – wszystko to splata się
w jedną historię. Historię drogi, którą nadal idę, choć zmienił się jej
rytm. Teraz prowadzi mnie fotografia, pamięć o dawnych miejscach i ta
prosta, trwała radość z ruchu.
To fragment mojego życia – zapisany w kadrach, w internecie i w pamięci. I wciąż dopisywane są do niego nowe rozdziały.
Od narciarstwa do fotografii
Byłem
aktywnym Instruktorem Wykładowcą PZN i Egzaminatorem SITN. Dziś jestem
na emeryturze i nie prowadzę już kursów kadrowych SITN. Moja długa
kariera instruktorska zakończyła się w 2018 roku – ze względu na
problemy kardiologiczne musiałem zrezygnować z jazdy na nartach.
Pozostały
jednak wspomnienia oraz bogaty materiał fotograficzny i filmowy,
utrwalający kursokonferencje, egzaminy, zajęcia narciarskie Aesculapa na
Łysej Górze i wiele innych wydarzeń. Rejestrowałem również własne
przejazdy slalomowe – opanowałem technikę autofilmowania, aby analizować
styl jazdy i doskonalić ewolucje z PN.
By utrzymywać wysoki poziom i co roku zaliczać sprawdziany jazdy na
czas, pracowałem systematycznie przez cały rok: trenowałem slalom,
doskonaliłem jazdę stylową, a latem budowałem kondycję. Rower
traktowałem jako ważny element treningu uzupełniającego, a od maja do
października niemal nie schodziłem z trasy. Podróżowałem po Polsce i
Europie, odbywałem liczne wycieczki piesze i rowerowe – po Jeleniej
Górze, Kotlinie Jeleniogórskiej i Sudetach Zachodnich.
Webmaster
Moja
przygoda z tworzeniem i prowadzeniem stron internetowych rozpoczęła się w
2000 roku. Wówczas powstała galeria „Wędrówki z aparatem w plecaku”.
Niedługo później stworzyłem serwis „Aesculap i Łysa Góra”. Samodzielnie
nauczyłem się HTML-a i do 2015 roku korzystałem głównie z edytorów
Zajączek i Pajączek.
Równolegle prowadziłem bloga na Bloggerze – w
formie klasycznego blogowania publikowałem tam aktualności „Co słychać w
Aesculapie”. Później opanowałem WordPressa i do dziś używam go do
tworzenia własnych stron autorskich. Od 2012 roku prowadzę też na
Facebooku fanpage „Zdjęcia Jeleniej Góry i okolic” (wcześniej:
Eskulap.Name).
Praca
Ze Szkołą
Narciarską i SKS Aesculap byłem związany od 1975 roku – najpierw jako
Pomocnik Instruktora PZN, w 1979 roku jako instruktor, od 1985 jako
trener (Instruktor Sportu I Klasy), a od 1995 roku jako Instruktor
Wykładowca PZN i Kierownik Wyszkolenia. W latach 2000–2014 prowadziłem
oficjalny serwis internetowy Aesculapa, a równolegle tworzyłem galerię
zdjęć i filmów o Jeleniej Górze i okolicach.
31 maja 2014 roku
straciłem pracę etatową w „mojej” szkole i przez pewien czas byłem
bezrobotny. 23 lutego 2015 roku przyznano mi świadczenie
przedemerytalne. Od 30 maja 2015 do 22 marca 2018 pracowałem na umowie
zlecenie jako instruktor, nie pełniąc już funkcji w zarządzie.
Zmiana priorytetów
Rok
2018 przyniósł dwie wiadomości. Dobrą – rosnącą popularność mojego
fanpage’a Michał Rażniewski Photography, który w lipcu przekroczył 1800
polubień. Oraz złą – ukończyłem 65 lat i przeszedłem na emeryturę 😉
Zrezygnowałem
definitywnie z uprawiania narciarstwa. Pocieszałem się jednak myślą, że
fotograf – jak dobre wino – z wiekiem tylko dojrzewa.
Koniec narciarstwa
Ze
względu na leczenie kardiologiczne zalecono mi umiarkowaną aktywność.
Odszedłem więc od intensywnych treningów slalomowych i letnich wypraw
rowerowych, które wcześniej przygotowywały mnie do zawodów SITN oraz
prowadzenia kursów kadrowych.
22 marca 2018. Koronarografię mam za sobą. Dwa stenty założone. Trzy noce w szpitalu zaliczone. Jutro do domu…
Musiałem zrezygnować także z dalekich wypraw rowerowych z sakwami i
ambitnych górskich eskapad – dziś na stromych podjazdach prowadzę rower.
Rok 2018 stał się początkiem nowego etapu: nie uczę już jazdy na
nartach, a priorytetem stała się fotografia i działalność internetowa.
5 czerwca 2022 roku miałem poważny wypadek podczas spaceru rowerowego
– skomplikowane złamanie kości ramiennej i stawu łokciowego. Ręka, mimo
leczenia, nigdy nie wróci już do dawnej sprawności. Na szpitalnym
łóżku, z tabletem na kolanach, pozostały wspomnienia
rowerowo-narciarskie i długa rehabilitacja, a codziennością stały się
spacery z psem i aparatem.
Modernizacja fotoblogów
20
grudnia 2018 roku zmodernizowałem układ graficzny i treści mojego
fotobloga poświęconego Jeleniej Górze i podróżom rowerowym. Odświeżyłem
również prywatną stronę o Szkole Narciarskiej i SKS Aesculap, choć jej
oglądalność stopniowo malała. Prowadziłem ją jednak z sentymentu – była
świadectwem świetnej historii Aesculapa i Łysej Góry. Strona nabrała już
wtedy charakteru archiwalnego.
Ostatni news
15
grudnia 2018 roku ukazała się informacja dotycząca zamknięcia ośrodka
Łysa Góra oraz ograniczenia działalności Szkoły Narciarskiej Aesculap.
Źródłem była oficjalna strona Aesculapa (domena, którą później
przejąłem).
Oto jej pełna treść: „Ośrodek Łysa Góra w
Dziwiszowie jest aktualnie nieczynny. Biuro szkoły narciarskiej AESCULAP
nie udziela informacji na temat warunków atmosferycznych i terminu
uruchomienia stacji. Nie prowadzimy także zapisów na lekcje indywidualne
z instruktorem (do odwołania). Szkoła prowadzi natomiast zajęcia dla
uczestników, w ramach całosezonowego szkolenia (X. 2018 – III. 2019) –
grupowe zajęcia nauki jazdy na nartach odbywają się w Czarnowie. Za
utrudnienia przepraszamy” (koniec cytatu). Źródło: aesculap.com.pl – oficjalna strona Aesculapa do roku 2019
Domena Aesculapa
Po
sezonie 2018/2019 oficjalna witryna Aesculapa zniknęła z sieci, a
domena wygasała. Ponieważ to ja ją tworzyłem i prowadziłem w latach
2000–2014, zdecydowałem się ją przejąć. Od 27 sierpnia 2019 roku stałem
się jej właścicielem i stworzyłem nową stronę z galerią zdjęć i filmów
poświęconych historii Aesculapa. Domena działała do 2025 roku, po czym
przeniosłem całość na platformę Bloggera pod tytułem „Piękna Łysa Góra”.
Wybrane materiały publikuję też na stronie autorskiej.
Powrót na rower
Z
czasem pojawiło się nowe ożywienie. Wróciłem do jazdy terenowej – z
radością, może nieco zbyt odważnie jak na mój stan zdrowia. Ale
satysfakcja była ogromna. Pod wpływem chwili tak pisałem w mediach
społecznościowych:
„Coś drgnęło, coś we mnie odżyło. Znowu
jeżdżę przez las i pod górkę po wertepach. Co za radość. Znowu na fullu w
terenie. Trochę może za odważnie i na przekór zaprzyjaźnionym chorobom i kontuzjom.
Ale frajda niesamowita. Skończone 72 lata, skończony lekkoduch cieszy
się „treningiem” jak dziecko. A jak się okazało ręka „wzmocniona”
śrubkami i drucikami działa prawie jak należy…„
Dla zainteresowanych funkcjonowaniem wyciągów na Łysej Górze w sezonie 2018/2019 przekazuję następującą informację.
Wiadomość z dnia 15.12.2018 (cytat). "Ośrodek Łysa Góra w Dziwiszowie jest aktualnie nieczynny. Biuro szkoły narciarskiej AESCULAP nie udziela informacji na temat warunków atmosferycznych i terminu uruchomienia stacji. Nie prowadzimy także zapisów na lekcje indywidualne z instruktorem (do odwołania). Szkoła prowadzi natomiast zajęcia dla uczestników, w ramach całosezonowego szkolenia (X. 2018 - III. 2019) - grupowe zajęcia nauki jazdy na nartach odbywają się w Czarnowie. Za utrudnienia przepraszamy" (koniec cytatu).
Źródło: aesculap.com.pl - oficjalna strona Aesculapa *).
*) Uwaga! Jesteś na moim prywatnym fotoblogu. A znana w latach 2003 - 2019 roku strona Aesculapa (założyłem ją i prowadziłem do 2014 roku) już nie istnieje. Domena aesculap.com.pl była jeszcze moją własnością w latach 2019 - 2025 (nabyłem ją w dniu 27.08.2019). Obecnie działa niniejsza strona (na Bloggerze - nowa odsłona w 2025 roku). Więcej
Michał Rażniewski
Powyższy obrazek wykonałem na podstawie filmu (montaż ze stopklatek), który sam sobie nakręciłem na Łysej Górze
To zdjęcie — pierwotny, ręcznie składany montaż — powstało w „szopie”, z
potrzeby serca i z uporu. Najpierw było filmowanie, potem mozolne
wyodrębnianie sylwetek z tła i sklejanie ich w jedną sekwencję ruchu.
Chodziło o jedno: pokazać śmig — jedną z kluczowych ewolucji narciarskich z Programu Nauczania SITN‑PZN — tak, by każda faza skrętu była czytelna.
Ta potrzeba nie wzięła się znikąd. Jest we mnie od młodości. Wiosną, a czasem nawet latem, chodziłem piechotą wysoko w Karkonosze, na to, co sam nazywałem chwilodowcami — skrawki i łaty śniegu, pozostałości po zimie w żlebach i niszach niwalnych. Podejście, zjazd, kilkanaście skrętów — i znów podejście. Do utraty tchu. Do zmęczenia. A potem herbatka w schronisku i autobus do Jeleniej Góry, do domu.
To
było narciarstwo „na podchodzeniu”. Surowe, wymagające, ale szczere.
Każdy skręt miał znaczenie, bo był okupiony wysiłkiem. Każdy błąd bolał,
bo trzeba było jeszcze raz wejść.
Po latach wróciłem do tej idei —
już z kamerą. Autofilmowanie stało się narzędziem nauki. Na łatach
ginącego, topniejącego śniegu na Łysej Górze rejestrowałem swoje śmigi, a
potem analizowałem je klatka po klatce: pozycję, timing, pracę nóg, balans. Co poprawić w kolejnym skręcie? Czego jeszcze brakuje? Co można zrobić lepiej?
To były znakomite doświadczenia. Wymagały nie tylko kondycji i techniki, lecz także umiejętności… sfilmowania samego siebie. Odpowiedni kadr, tempo, linia przejazdu — wszystko musiało zagrać.
Podobne sesje realizowałem także w Alpach, przy okazji kursokonferencji instruktorów‑wykładowców. Bywało, że świadomie rezygnowałem z podjazdu kolejką,
rezerwując sobie godzinę przerwy między obradami, by na podchodzeniu
zarejestrować kilka czystych sekwencji śmigu. To właśnie z tych
doświadczeń zrodziła się późniejsza potrzeba stworzenia montażu na tle
Alp — jako symbolu drogi, jaką przeszedłem.
Dziś, po wielu latach autofilmowania, widzę jasno: to materiał bezcenny.
Nie tylko szkoleniowo. To zapis drogi, pasji i konsekwencji. Dowód na
to, że doskonalenie w narciarstwie nie polega na zaliczaniu kolejnych
wyciągów, lecz na uważności, cierpliwości i gotowości do pracy nad sobą — nawet wtedy, gdy trzeba iść pod górę.
Bo właśnie tam, na podchodzeniu, zaczyna się prawdziwa technika.
Demonstruję śmig i skręt równoległy. Łysa Góra 2015 rok
Pokaz jazdy na nartach. Łysa Góra w latach 2011- 2016
Zjeżdżam z Łysej Góry i Okola w Górach Kaczawskich
Górne stacje wyciągów narciarskich na Łysej Górze są usytuowane na wysokości 680 m n.p.m. Przy nieco cieplejszej zimie sprawa ta nabiera kolosalnego znaczenia. Śnieg topnieje szybko w niewysokich Górach Kaczawskich. Łagodne temperatury, grubo powyżej zera stopni Celsjusza, powodują prawdziwe spustoszenie w pokrywie śniegu. Pamiętajmy jednak, że nie jest to jakaś wielka nowość na tym terenie. Trzeba wiedzieć, że średnia temperatura w najzimniejszych miesiącach styczniu i lutym wynosi tutaj tylko od – 0,5 do -1,7 stopnia Celsjusza *).
I mimo tego, że na zacienionych, północno-wschodnich stokach śnieg może utrzymywać się do 80 – 90 dni, to zdarzają się zimy całkowicie bezśnieżne. W historii Łysej Góry przeżyliśmy sporo rozczarowań z powodu niesprzyjającej pogody. Nieraz jeździlićmy po cieniutkiej pokrywie z wystającą nierzadko trawą (na szczęście pokolenia Aesculapiaków wyzbierały w czynie społecznym wszystkie kamienie ze stoku). A więc bywało różnie; obok mroźnych i śnieżnych, wstępowały ciepłe i łagodne zimy. Katastrofalne dla Aesculapa były sezony 2006/2007 oraz 2007/2008. Jak również 2013/2014. Na skutek ocieplenia olbrzymie góry sztucznego śniegu popłynęły do Chrośnickiego Potoku.
Jaka jest różnica pomiędzy Górami Kaczawskimi a Karkonoszami mieliśmy okazję przekonać się podczas jednego z wyjazdów w te wysokie góry. Aesculap musiał poszukać śniegu poza mikrostacją. Na warunki atmosferyczne w Karkonoszach wpływa głównie wysokość. Wiedzą o tym pomysłodawcy i wykonawcy nowej stacji narciarskiej w Małej Upie. Jeżdżąc jeszcze nie tak dawno temu rowerem na Przełęcz Okraj widziałem jak budowano tę stację. Myślę z wielkim uznaniem o tym czeskim przedsięwzięciu. Wycięto drzewa, wyrównano teren, wybudowano wyciąg i restaurację. Szybko, bezboleśnie, i… w świetnym miejscu. Dogodny dojazd od strony Czech i Polski, olbrzymi parking, dziesiątki, jak nie setki chat, hoteli i pensjonatów wokół. Ale, co najważniejsze, stacja położona jest na „odpowiednim piętrze”. Znalazłem w internecie ciekawy artykuł pt.: „Bezpieczne Karkonosze: klimat gór i związane z tym zagrożenia” (Outdoor Magazyn, Aneta Żukowska | poniedziałek, 23 gru 2013), który zawiera między innymi następujące informacje:
W Karkonoszach, podobnie jak w innych obszarach górskich występuje piętrowy układ stref klimatycznych, związany z dominującym oddziaływaniem wysokości nad poziom morza. Wyróżnia się w nim cztery piętra (zobacz cały artykuł).
I tu cytuję fragment tekstu dotyczący wysokości, na której leży wspomniana stacja.
– piętro chłodne (960 -1320 m n.p.m.) z średnią temperaturą roku 4°- 2°C; cechujące się surowymi warunkami termicznymi, dużą sumą opadów rocznych (powyżej 1200mm) oraz bardzo korzystnymi warunkami dla akumulacji i utrzymywania się pokrywy śnieżnej. **)
Nic dodać, nic ująć. Możemy tylko żałować, że nasza Łysa Góra nie leży na podobnym piętrze. Dlatego właśnie często jeździmy w Karkonoszach (niejednokrotnie w Czechach), bo na Łysej Górze przez kilka sezonów pod rząd brakuje śniegu. Czyżby klimat się naprawdę ocieplał? Być może kiedy zostanie zmodernizowany system śnieżenia (ten dotychczasowy został zbudowany na początku lat 90-tych ubiegłego wieku) i będzie można uruchomić podwójną albo potrójną liczbę armat, sytuacja się zmieni na lepsze. I w ciągu krótkiego czasu będzie można zasypać sztucznym śniegiem całą powierzchnię tras. I to jest inwestycja priorytetowa!
*) Dane pochodzą z opracowania Góry i Pogórze Kaczawskie, praca zbiorowa, Europejskie Dziedzictwo Przyrodnicze, Wydawnictwo Klubu Przyrodników 2004.
**) „Bezpieczne Karkonosze: klimat gór i związane z tym zagrożenia” (Outdoor Magazyn, Aneta Żukowska | poniedziałek, 23 gru 2013).